dzień św. łucji

nie wnikając co to za święto postanowiłam dziś upiec podobno tradycyjne bułeczki (nie ważne, że je się je w świąteczny poranek). w zasadzie treść przepisu, który dostałam w ikei, zaczęłam czytać dopiero, gdy już wszystkie produkty kupiłam i odważone porcje leżały przede mną na blacie. po pierwszym czytaniu mogę dzisiejszy wieczór spokojnie traktować jako wielogodzinny eksperyment. swoją droga, to daj panie boże zdrowie temu tłumaczowi (np.: goździki szafranu – to nie jest brak przecinka).

bułeczki z szafranem
1/4 łyżeczki goździków szafranu [dla niewtajemniczonych szafran ogólnie sprzedawany jest w nitkach lub proszku], 1 szkl. mleka, 1 łyżka drożdży, 1/2 szkl. cukru, 112g masła [czemu 12, a nie 11 lub 13], 5 szkl. uniwersalnej maki [ki diabel nie wiem, wzięłam pszenną], 1 łyżeczka soli, 2 duże jajka ubite, 1 ubite białko.

1. używając moździerza i tłuczka, roztłucz goździki szafranu, miażdżąc je na małe kawałki’ – po mojemu: kup mielony szafran, a jak kupisz w nitkach to pokruszyć się je uda z pewnością bez armaty
2. podgrzej mleko
3. wymieszaj drożdże z 1/4 szkl. letniego mleka i 1 łyżeczką cukru [nie należy tej mieszanki zostawiać na na przykład szybkie plotki w drzwiach z nowopoznaną sąsiadką, która przyniosła listy, bo się świntuchy mnożą!!!]
4. w mleku roztop masło, i wymieszaj z poległym szafranem. zostaw do ostudzenia.

[teraz krótka przerwa, bo muszę zapanować nad mnożącymi się drożdżami. korekta relacji na żywo nastąpi, gdy ciasto będzie rosnąć ;)]

5. w dużej misce wymieszaj sypkie produkty, wlej ostudzone mleko i 2 ubite jajka. [uwaga] wyrabiaj w misce 5-7 minut, następnie przenieś ciasto na stolnicę, i wyrabiaj kolejne 7-8 minut!

6. ciasto włóż do miski 'lekko’ wysmarowanej tluszczem, [uwaga] 'przekręć miskę, aby wypełnić wszystkie boki’. przykryj i zostaw w ciepłym miejscu na godzinę [19:05 – od 15 min. u mnie rośnie]

7. wyrób ciasto ponownie, 'aby pouciekało powietrze’, i podziel na małe kawałki (10-12 porcji). [uwaga] ’używając własnych rąk, rozwałkuj każdy mały kawałek w pasek o długości około 20-25 cm’. kształtuj z ciasta literę S lub liczbę 8. rozłóż na papierze do pieczenia, przykryj ściereczką i zostaw na kolejną godzinę lub półtorej do rośnięcia.

8. wyrośnięte bułeczki smaruj  ubitym białkiem, i piecz w 190 Co przez 15 min. lub gdy się delikatnieprzyrumienii. [uwaga] pozostaw do ostygnięcia na 'drucianej półce/suszarce’ [u nas tosiee ruszt nazywa]

9. [uwaga] 'co uzyskasz? 10 do 12 bułeczek!’ [kto by pomyślał…]




21:53

przed chwilą wyjełam je z piekarnika. jeszcze są za gorące żebym zeżarła jedną na próbę. ale wyglądają jak prawdziwe bułeczki!!! moje pierwsze drożdżowe bułeczki!!! złociutkie!!!

mama się przyznała, że nie spróbowała nawet kiedykolwiek zrobić ciasta drożdżowego, bo babce tylko raz w życiu takie ciasto się udało. podejrzewam, że prawda jest brutalna tak jak w przypadku pierogów – nie można robić czegoś, co wchodzi w trakcie robienia pod paznokcie…
a mi nic nie wchodzi, a jak wejdzie to i wyjdzie. i wiem teraz co znaczy 'wyrabiać tak długo, aż zacznie odchodzić od ręki’ 🙂

janiolka,poniedziałekk, 13 grudnia 2004

Zerknij tutaj rónież:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.