przy filiżance herbaty

porównując bytom do sąsiedniego chorzowa, czy gliwic, to pod względem kulinarnym jest to czarna dziura. jednak jest kilka miejsc, które z przyjemnością odwiedzam. o modnym barze zelter pisałam w sierpniowym tekście czas na chillout. ponad rok temu po raz pierwszy odwiedziłam herbaciarnię „herbatę”, trafiając tam na warsztaty dotyczące herbacianych sekretów. tym razem pretekstem do odwiedzin, nie do końca towarzyskich, były przygotowania do festiwalu herbaty „szolka tyju”. rozmowa o historii herbaty przy gong fu nabrała szczególnego charakteru – od historii jakoś przeszliśmy do marzeń. nie było to szczególnie trudne, bo wystrój lokalu ma niezwykle intymny charakter – nieduże stoliki dla dwojga lub poduszki do siedzenia na podłodze i tkaniny pod sufitem.

herbaciarnia herbata

kiedy Maciek parzył herbatę, za barem uwijała się współwłaścicielka herbaciarni – Justyna. i po nich, i po pracownicach widać, że herbata to ich wspólna pasja.

bardzo podoba mi się ich podejście do klientów. po pierwsze, starają się ciągle pogłębiać swoją wiedzę, zdając sobie sprawę z tego, że klientów już nie tylko cieszy sam fakt możliwości wypicia herbaty, ale też często oczekują solidnej porcji informacji.

po drugie, wiedzą o tym, że wyznacznikiem nie tylko dobrej herbaciarni, ale i każdej restauracji, powinien być element zaskoczenia (oczywiście pozytywny), z którym może się zetknąć klient. odważni klienci w herbaciarni „herbata” dostaną duży termos, z wodą w odpowiedniej temperaturze, naczynie do parzenia herbaty z podgrzaną herbatą i instrukcję – „teraz proszę się bawić”.

zapraszam do lektury artykułu na portalu bytomski.pl i oczywiście odwiedzin „Herbaty”.

Zerknij tutaj rónież:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.